14 listopada 2017

Spacer po mieście


Wbrew ziemskim wyrokom
czas narodził się dla nas dwojga
nim zdołaliśmy poznać nasze imiona.
A wciąż się mijamy w parkowych alejkach
na tle kolejnego lata i kolejnej zimy
siadamy na tę samą żółtą ławkę przy stawie.
Zmęczeni wędrówką po praskich podwórkach
łapanych okiem migawki do kolejnego albumu zdjęć
odpoczywamy w kafejce na rogu.
Zostawiamy swoje cienie na ceglanych murach
i ślady na wyszczerbionych chodnikach
osobno, nie rozpoznani ani oczami ani duszami.
Mijamy się, znowu się mijamy.
Przyklejona kroplą kawy do blatu jednonogiego stolika
biała serwetka, z zeszłego wieku niezmordowany posłaniec
prosi wytartymi literami w krzywych linijkach :
Po śladach mych idziesz tak wiele ich, tak daleko
czasu coraz mniej, szybciej stawiaj kroki.
 <magenta> 





14 września 2017

Książka

Od czegoś trzeba zacząć, może od publikacji swoich wierszy w antologii.
Wydawnictwo Astrum, 2017



3 września 2017

Czas

Dbam o to, aby okna mego domu były czyste
Tylko w takiej szklanej tafli rozgości się słońce
Słońce daje nadzieję na jeszcze jeden dzień życia
Dokładnie w tym samym czasie i bez imiennej przestrzeni
Utrwalanej czasami na kliszy fotografii, ku pamięci
Mam pewność, że jesteś w tych samych promieniach
W odległości równej podróży na inną planetę.
Mam jeszcze pewność, że jesteś






17 lipca 2017

Wiersz



Zapisany tekstem papier
Zbiór wyrazów w równych linijkach czytanych z lewej do prawej
Elektrokardiogram profilaktyczny, wiersz
Puls miarowy, serce bez oznak choroby
Ślady po bliznach, niegroźne
Następne badanie za rok.
Matematyczna dokładność zimnej diagnozy
Wyliczona z miliona innych przypadków, podobnych
Od czasu Homera i jego Penelopy
Nikomu jeszcze serce nie pękło
To tylko poezja droga pacjentko
Słowa feeryczne, ulotne, zmienne.
Medycyna mało wie o duszy, na szczęście dla poetów

<magenta>

1 lipca 2017

Burasek



Wybrał ciebie. Twój dom z otwartym oknem
Bał się, schowany w szparę za szafą
błagał oczami o miskę jedzenia. Syczał, gdy chciałeś go dotknąć.
Oswajał zapachy i dźwięki,
nasłuchując zlizywał piwniczny brud z sierści
i mleko do dna z wesołym pajacykiem.
Powracając z pracy znajdowałeś szare kłaczki na fotelu
Zbyt pospiesznie nadałeś mu imię i tak już zostało, naprawdę
było mu obojętne jaki zbiór głosek określa jego płeć  
Przeczuwał, że możesz dać mu więcej
Wyczekiwał uczepiony swoimi oczami w twoje ciało
wielkie i zbyt gwałtowne, żeby na dobre opuścić bezpieczny kąt.
Jednak tamtego dnia snop słońca dłużej ogrzewał siedzenie fotela
Dom był cichy, ciepły i śniła się mama z nabrzmiałymi od mleka sutkami
Złapała go za skórę na karku i niosła w nowe miejsce
Z dala od krzyku rozszczekanych psów.
Było tak błogo, ciężkie powieki nie chciały się otworzyć
Coś łaskotało za uszkami i pod pyszczkiem, głośne mruczando
wylało się tak zwyczajnie z małego ciałka. Otwarte nagle zielone oczy
zobaczyły człowieka pochylonego nad jego legowiskiem
I było już za późno na ucieczkę, nie było dokąd uciec.
Szara kuleczka nieruchoma w słonecznym strumieniu
poddana delikatnym palcom uśmiechniętego olbrzyma
sprawiedliwie odtąd dzieliła z nim fotel
.<magenta>

28 maja 2017

Słowa


Znajdź mi wagę na której je położę
Poszukaj miarki jeśli je zmierzyć potrzeba
Albo posmakować, zbierając  ostrożnie
na złotą łyżeczkę, a może
Dotknąć opuszkami  palców ich faktury
A zapach? Pachną miastem nocą
Czy ogrodem po letniej burzy?
Błyszczą na wodzie, czy
Schowały się w zakamarkach kieszeni?
Pokaż mi je a zważę, zmierzę, posmakuję
I dotknę wszystkie twoje słowa.



<magenta>

25 maja 2017

Ufność



Samotnie mi we fioletach
czasu i przestrzeni
z czczą obietnicą kart wróżbity.
Wierzę odtąd w nieomylność
wyroczni duszy
chroniąc przed powodzią myśli
jej dziecięcą ufność.


<magenta>
 

Z jak zdjęcie