14 listopada 2017

Spacer po mieście


Wbrew ziemskim wyrokom
czas narodził się dla nas dwojga
nim zdołaliśmy poznać nasze imiona.
A wciąż się mijamy w parkowych alejkach
na tle kolejnego lata i kolejnej zimy
siadamy na tę samą żółtą ławkę przy stawie.
Zmęczeni wędrówką po praskich podwórkach
łapanych okiem migawki do kolejnego albumu zdjęć
odpoczywamy w kafejce na rogu.
Zostawiamy swoje cienie na ceglanych murach
i ślady na wyszczerbionych chodnikach
osobno, nie rozpoznani ani oczami ani duszami.
Mijamy się, znowu się mijamy.
Przyklejona kroplą kawy do blatu jednonogiego stolika
biała serwetka, z zeszłego wieku niezmordowany posłaniec
prosi wytartymi literami w krzywych linijkach :
Po śladach mych idziesz tak wiele ich, tak daleko
czasu coraz mniej, szybciej stawiaj kroki.
 <magenta> 





3 komentarze:

  1. stawiam kroki,zostawiam cienie,,wciąż omija mnie niejedno..

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny wiersz, przenikający do głębi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli poruszył jakąś strunę w sercu, to wystarczy. Pozdrawiam Mario.

    OdpowiedzUsuń

Z jak zdjęcie